Uruchomiłem serwer eMapa na wirtualnej maszynie - zainstalowałem Windows XP, wszystko się pięknie zainstalowało tylko problem pojawił się - nie było gdzie wetknąć kluczyka USB.
Na początek użyłem sprzętowego serwera USB - USBServer NH-204 firmy Welland. Tanie, proste urządzenie pozwala przez sieć podłączać do czterech urządzeń USB. Jedyna wada to to, że serwer USB i maszyna wirtualna MUSZĄ być w jednej podsieci. Nie można więc, załatwić w ten sposób obsługi serwera map na porządnej dedykowanej maszynie, gdzieś u dostawcy.
Na serwerze linuksowym uruchomiłem serwer bazodanowy gdzie lądowały dane z urządzeń monitorujących i serwer aplikacyjny do obsługi całości. Trochę roboty i widać w czasie rzeczywistym, na mapie, przesuwające się obiekty i ich drogę. Teraz dorabiam różne wodotryski (histogram i przekroczenia prędkości, drogę, czas, średnią prędkość itd.).
Ogólnie dziwne, że producent eMapy skorzystał z tak archaicznego i nieelastycznego sposobu zabezpieczenia swojego serwera. Przecież, jeżeli serwer ma pracować z dostępem do internetu mógłby np autoryzować się przez internet w bazie producenta (jak już tak strasznie boją się kradzieży oprogramowania), jest wiele sposobów zabezpieczenia oprogramowania - ten który zastosowali świetnie nadaje się do aplikacji desktopowych - ale w XXI wieku, czasie Internetu?