wtorek, 27 lipca 2010

TPSA - historia pomyłek

Na początku lipca mieliśmy przeprowadzkę do nowego biura. W starym mieliśmy od TPSA światłowodowe łącze 10Mbps - doskonale działało przez 2 lata. Już na początku czerwca zgłosiliśmy, że chcemy przenieść łącze na nową lokalizację. Przed przeprowadzką sprawdziliśmy jak idą prace w TPSA - i skucha. Papiery nawet nie wyszły od opiekuna handlowego.
Po kilku telefonach od różnych ważnych ludzi coś się ruszyło - niestety bałagan mają taki, że sami nie wiedzą gdzie co mają. Okazało się, że zestawili łącze do budynku obok, niby adres prawie taki samy ale to jednak nie to. Nic to - znowu telefony, rozmowy, obiecanki. Wreszcie przyszedł bardzo miły technik i połączył głowicę światłowodową TPSA z naszą serwerownią i zostawił konwerter. Powiedział, że tylko chłopaki z Polpaka zmienią ustawienia i jeszcze tego samego dnia będzie działało. I co - i nic. Po tygodni dzwoni miła pani i próbuje się umówić na wywiad techniczny (a tydzień wcześniej sami wszystko podłączyli), następnego dnia dzwoni znowu i mówi, że nie ma połączenia do głowicy (a przecież technik wszystko zestawił).

I dalej nie mamy porządnego łącza, działa tylko poczta (jak krew z nosa), a budynek głównego węzła TPSA oglądamy przez okna naszego biura (w zasadzie można by przerzucić kabel między oknami).

Czekamy dalej.